wzniosłem się no i... nie śpię kilka dni z rzędu, prawie zero godzin snu, na zmianę z przesypianiem na raz 20 godzin. to męczące, farmakologiczne nie działają, to też męczące.
ktoś mi ostatnio przypomniał o tym by dążyć do bycia najlepszym, nie drugim, nie dobrym, najlepszym, by otaczać się ludźmi sukcesu, ludźmi ambitnymi, od których można się uczyć, do cholery wszystko to już wiedziałem wcześniej! ba, nawet już to robiłem, a potem puf, zatraciłem się w słuchaniu i empatyzowaniu z innymi, po co, skoro oni nie zamierzają się zmieniać, to nic mi nie da, to mnie nie zmieni. oni zostają w tym samym miejscu, ja się stąd wynoszę. koniec z żałowaniem tych co minęli, co nie przetrwali, tak jest, "prawo dżungli". koniec z przejmowaniem się ludźmi, którzy nie dążą do niczego, wznoszenia ich.
teraz wznoszę się Ja, egoistycznie Ja, ja nikt inny. będę się wznosić, jeśli ktoś chce ze mną, bardzo mi się to podoba, podam mu rękę, ale nie będę się z nim siłować, żeby go unieść, on sam musi stać się lekki. będę tytanem, zostanę tytanem, jestem tytanem, wznoszącym się ponad wszystko.
poza tym spędzam dnie na zapamiętywaniu nazw, dziwnych nazw, wertowaniu ciekawych wpisów, dobre to niż nic.
1. ułożyć ten bałagan, zorganizować go.
2. byś tytanem, tytanem unoszącym się.
3. przespacerować się w nocy, zaspokoić to pragnienie.
ps bez ps w sumie mam ps ale to takie ps do niczego, ni to ciąża, nic ugryzienia wampira, ps garnitury są fajne.
aktualizacja
ps 2 będziemy smutek łyżkami jeść, strawię i będę lżejszy, smutek nie pozwala mi się unieść wyżej,
środa, 21 listopada 2012
niedziela, 11 listopada 2012
godzin jest wiele
gdy zaczyna się noc, ściemnienie, tuż po 12 w nocy, nagle wydłuża mi się każda minuta, potrafię zrobić tyle ile robię przed dwunastą przez kilka godzin, nabieram czegoś magicznego, coś mnie nakręca, żadna kawa, jestem otoczony tylko dobrym jedzeniem, kubkami, po herbacie, soku, wodzie, i w głowie trzeszczy mi pisanie długopisu, z pewnej odległości słyszę mych mentorów, w kółko nadawanych, każdy odcinek przechodzi do analizy, wtedy robię więcej.
może to też kwestia tego miejsca, tego miejsca domem zwanym. tutaj wszystko jest inne, odległe, bezpieczne, tutaj Ja jestem większy nie kto inny - Ja.
dobrze jest czuć pustkę po dniach spędzonych z ludźmi, to znaczy, że mi ich brakuje, że mi zależy, że czuję się dobrze, kiedy istnieją... też i w moim życiu.
1. opanować ten tydzień, jest jak wielki demon, któremu trzeba obciąć paznokcie.
2. święte są zasady nauczania się biologii.
3. znaleźć powód do satysfakcji z samego siebie, na ten tydzień.
ps więcej cynamonowych potworów bez mleka, a będę w ciąży.
może to też kwestia tego miejsca, tego miejsca domem zwanym. tutaj wszystko jest inne, odległe, bezpieczne, tutaj Ja jestem większy nie kto inny - Ja.
dobrze jest czuć pustkę po dniach spędzonych z ludźmi, to znaczy, że mi ich brakuje, że mi zależy, że czuję się dobrze, kiedy istnieją... też i w moim życiu.
1. opanować ten tydzień, jest jak wielki demon, któremu trzeba obciąć paznokcie.
2. święte są zasady nauczania się biologii.
3. znaleźć powód do satysfakcji z samego siebie, na ten tydzień.
ps więcej cynamonowych potworów bez mleka, a będę w ciąży.
poniedziałek, 5 listopada 2012
rozbijanie głowy
godzina małp: otwieram oczy nie widzę nic, nic, nic, nie czuję jednej ręki, po ciemku, na ślepo po wodę, stara przyjaciółka migrena wróciła, a już ją żegnałem, żegnałem marszem żałobnym, no cóż teraz ją oswoić. podłoga do snu za twarda, łóżko do rozłożenia za ciężkie, poleżę obok.
spędziłem 17 godzin w śnie, bez snów, żadnych nic. tylko pustota.
chciałbym wrócić do odpowiedzialnego, swego siebie, z dziecka, a nie rozpieprzonego małolata, którym jestem. psychiko dzieckiem już byłem, teraz zaczynam być dorosłym, nie rzucaj mi pod nogi kłody, kłody zwanej dzieciństwo, przecież to przeszłość.
siedzę na dywanie, otoczony zadaniami, nic nie umiem, NIC. nawet nic nie pamiętam.
1. co się działo, gdy mnie nie było? dowiadywać.
2. uregulować sen.
3. zrobić to wszystko z chemii.
bez ps
spędziłem 17 godzin w śnie, bez snów, żadnych nic. tylko pustota.
chciałbym wrócić do odpowiedzialnego, swego siebie, z dziecka, a nie rozpieprzonego małolata, którym jestem. psychiko dzieckiem już byłem, teraz zaczynam być dorosłym, nie rzucaj mi pod nogi kłody, kłody zwanej dzieciństwo, przecież to przeszłość.
siedzę na dywanie, otoczony zadaniami, nic nie umiem, NIC. nawet nic nie pamiętam.
1. co się działo, gdy mnie nie było? dowiadywać.
2. uregulować sen.
3. zrobić to wszystko z chemii.
bez ps
sobota, 3 listopada 2012
nierównomierne bicie
cholernie dziwnie bije mi serce, dziwnie, bo jakoś miarowo, ale daje o sobie znać, serce świetnie, że istniejesz, ale ciszej proszę.
nie lubię słowa, nienawidzę... bo nie pasuje.
ale naprawdę nie wiem za co pokochać chemię i jakieś 70 reakcji do zapamiętania na całe życie, z jednego małego działu.
kochać, nienawidzić, kochać, nienawidzić, kochać...
wstałem przed godziną wyrzutu, 5 minut wcześniej, ale i tak obrywałem mentalnie skórę z twarzy przed lustrem, wyrywałem szczoteczką zęby.
rokowania - jestem warzywem, prawdopodobnie pieczarką, nic mnie nie obchodzi, obchodzi mnie, że nic mnie nie obchodzi, jest astabilnie.
1. doczytać te reakcje, porobić zadanie jedno, dwa.
2. zrobić listę co mam zrobić, a to w sumie już zrobiłem, zrobić, żeby lista była zrobiona;
3. nie zakorzenić się do jutra.
ps jestem w ciąży, zapach jedzenia powoduje odruch, a samo jedzenie zmusza do ponownego jedzenia, bo jestem głodny.
nie lubię słowa, nienawidzę... bo nie pasuje.
ale naprawdę nie wiem za co pokochać chemię i jakieś 70 reakcji do zapamiętania na całe życie, z jednego małego działu.
kochać, nienawidzić, kochać, nienawidzić, kochać...
wstałem przed godziną wyrzutu, 5 minut wcześniej, ale i tak obrywałem mentalnie skórę z twarzy przed lustrem, wyrywałem szczoteczką zęby.
rokowania - jestem warzywem, prawdopodobnie pieczarką, nic mnie nie obchodzi, obchodzi mnie, że nic mnie nie obchodzi, jest astabilnie.
1. doczytać te reakcje, porobić zadanie jedno, dwa.
2. zrobić listę co mam zrobić, a to w sumie już zrobiłem, zrobić, żeby lista była zrobiona;
3. nie zakorzenić się do jutra.
ps jestem w ciąży, zapach jedzenia powoduje odruch, a samo jedzenie zmusza do ponownego jedzenia, bo jestem głodny.
piątek, 2 listopada 2012
godzina flegmy
rozciągliwym krokiem odszedłem od rażącego monitora, zabawne, zabawne konwersacje, konwersacje o niczym, o niczym, o pragnieniach wszystkich ludzi, czyli o niczym.
doszedłem do godziny flegmy.
swędzi mnie miejsce między dwoma pieprzykami, może wstrzyknął mi jad tam wąż, odpadną mi pieprzyki wraz ze skórą, bez kończyny będę.
ja bez kończyny. dziwne. hm zabawne. dziwne.
nie ruszone nic, zabawne wszystko, a nie powinno, tak nieodpowiedzialne zachowania, czekanie na coś, od nikogo.
1. wstać przed godziną wyrzutu.
2. j.w.
3. dosłownie dotknąć książki.
ps to naprawdę piecze, sądzę, że następnie będę pisać językiem.
doszedłem do godziny flegmy.
swędzi mnie miejsce między dwoma pieprzykami, może wstrzyknął mi jad tam wąż, odpadną mi pieprzyki wraz ze skórą, bez kończyny będę.
ja bez kończyny. dziwne. hm zabawne. dziwne.
nie ruszone nic, zabawne wszystko, a nie powinno, tak nieodpowiedzialne zachowania, czekanie na coś, od nikogo.
1. wstać przed godziną wyrzutu.
2. j.w.
3. dosłownie dotknąć książki.
ps to naprawdę piecze, sądzę, że następnie będę pisać językiem.
czwartek, 1 listopada 2012
#2
4:50 dużo później... po godzinach małp:zapisz sobie co chcesz zrobić, bo o tym zapomnisz. czy we wtorek egzekwowałem plan? nie. za to wsiadłem w busa i wyjechałem na 5 dni, teraz zapominam co to znaczy, to obrzydliwe, szare miejsce, zwane "miastem".
leżę ja - na podłodze, książki - na łóżku, laptop - na biurku, czekam, czekam na siłę, która przesunie mnie na łóżko, zamiast tego biorę klisze czerni i bieli, wysokiej czułości, wkładam do analoga, uciekam, uciekam w zmarznięcie na dworze, znowu posiedzieć w ciszy.
siedzę w środku lasu, sam, cisza, dokoła mnie drzewa, polana okryta śniegiem jest o nieregularnym kształcie, ale jest. siedzę, przewala się przede mną drzewo, zdycha pod naporem śniegu, pod naporem mrozu, czy ja też tak powinienem paść, pod naporem metafor ukrytych pod śniegiem i mrozem?
wychodzę, spalam płuca, niszczę myśli, wracam do domu. tam cisza, kasłanie w oddali, wracam do otchłani pokoju, znowu wchodzę w bezczyn. nie, jednak przepraszam, nie bezczyn, żrę, jem jak nigdy. znienawidzę się, jeszcze nie teraz, ale pewnie kilka dni później za to. dzisiaj kolejne ważnie znacznie więcej niż chciałem.
czy ruszone maturalne sprawy? NIE, definitywnie nie, ze sobą dużo książek, dużo, najwięcej. chcę je ruszyć, chcę poczytać, umieć, CHCĘ, chcieć tego.
1.wziąć, którąkolwiek książkę, poczytać, czy też zrobić zadania, nie spędzić dnia na filmach i leżeniu na podłodze.
2. wyłączyć myślenie, myślenie o samotności nie niszczy jej - niestety.
3. położyć się przed godziną małp.
Subskrybuj:
Posty (Atom)